Przecieki o tej grze pojawiały się od dawna, a o tym, że rok bez Call of Duty to jak rok bez FIFY i "Kevina samego w domu" wie każdy. Zamiast jednak tworzyć kolejny podtytuł czy dodawać cyferkę w nazwie, Activision stwierdziło, że od wydania pierwszego Modern Warfare (12 lat) minęło tak długo, że można ponownie wykorzystać tę nazwę tak jak zrobiło to Square Enix z Tomb Raiderem (gra z 2013 ma ten sam tytuł co ta z 1996), czy Santa Monica z God of War (2005, 2018).

Gra nie będzie miała wspólnej osi fabularnej, chociaż ma "puszczać oczko" do motywów poruszanych już we wcześniejszych częściach (podobne misje? i mamy to kupić?). Gra ma toczyć się w teraźniejszości, więc pytanie jak z częścią "modern", czyli odjechanym sprzętem czy kosmicznymi lokacjami które już się w serii przewijały. Podobno odwiedzimy znane duże miasta, więc może być ciekawie - zwłaszcza, jeśli będziemy grać amerykanami vs. arabowie - wywoła to wtedy na pewno sporo kontrowersji. Bo tematyki Bliskiego Wschodu nie zabraknie na pewno.

Fabuła fabułą, ale w Call of Duty Modern Warfare większosć graczy i tak będzie grać dra trybu multi. Activision obiecuje brak Season Passa czy płatnych DLC - to na pewno jeszcze Activision? Gra ma też oferować cross-play (na pewno Xbox-PC, z PS4 zobaczymy). Ma też być sporo misji kooperacyjnych w trybie online.

Premiera - 25 października.

A teraz mięsko, czyli trailer: